Archive for the ‘Lokalizacja’ Category
Koniec był tak blisko…..
Tuesday, December 8th, 2009Pamiętam jak dziś, to był zwykły piątek- niczym nie różniący się od innych piątków…
Pogoda leniwie zmieniała się w późnojesienną, ludzie chodzili po ulicach i nic nie wskazywało na to, co miało nadejść. Ludzie długo będą żyli nieświadomi tego jak blisko był koniec i kto wizję apokalipsy oddalił na wiele wieków.
W kwaterze sił specjalnych Althermedia spokojnie popijaliśmy herbatę, rozmyślając o kolejnych celach, wyzwaniach oraz wciąż dziewiczych platformach naszej działalności. Spokój twórczy zburzył – niczym wystrzał z armaty – telefon z góry. Roztrzęsiony głos wykrztusił tylko, że jeden z naszych airboardów rozpoczął taniec.
Dla zwykłego zjadacza chleba taniec airboarda to po prostu kaprys tegoż urządzenia, jednak dla nas – weteranów – sygnał był oczywisty – koniec świata jest już tuż za miedzą (mitologia pradawnego ludu Patologów mówi, że gdy bestia o czterech rogach zacznie tańczyć – rozdepcze ziemie, z której wyjdzie Wielki Przedwieczny, zwany także Zjadaczem Światów aka. Ten Którego Imienia Nie Powinno Się Wymawiać. I on wówczas zgładzi świat, słońce i Jolę Rutowicz).
Jako że był to piątek, na posterunku był okrojony skład naszego oddziału : Rafał i ja. Nie czekając na żadne dodatkowe informacje, rozkazy czy też raporty wywiadu, ruszyliśmy w drogę aby ujarzmić tańczącą bestię. Nic nie wskazywało na to, że koniec świata przygotował się tak dobrze na naszą interwencję. Na naszej trasie ustawiono parszywy korek drogowy, ale umiejętność życia w betonowej dżungli ułatwiła nam akrobatyczne wręcz manewry w rzeczonym zatorze drogowym.
Gdy dotarliśmy na celu, potwór udawał zmęczonego tańcem śmierci, to jednak nie zwiodło naszej czujności. Z wrodzoną czujnością podeszliśmy do wroga. Mimo skracającego się dystansu, airboard wciąż w sposób mistrzowski grał swoją rolę i poprostu się nie ruszał. Rafał chwycił za jedne ze sznurów który ma za zadanie utrzymać potwora w ryzach, ja natomiast z dystansu traktowałem go lampą błyskową aparatu fotograficznego (według wywiadu wojskowego – airboady są bardzo czułe na błyski fleszy, poważnie go to osłabia oraz usypia na dość długi czas). Airboard posępnie spojrzał na nas, grymas na jego twarzy zdawał się mówić: “Nie powstrzymacie przedwiecznego, to się już zaczęło!”. Rafał wycedził przez zęby – “Twoja stara się zaczęła!” – po czym szarpnął sznur tak, aby wyeksponować wroga na uderzenia światła z lampy błyskowej, kilka świetlnych strzałów i było po sprawie. Gdy określiliśmy sytuację jako opanowaną udaliśmy się z powrotem na posterunek.
Ludzie wciąż oddawali się codziennym zajęciom, samochody nieśpiesznie poruszały po mieście jak by nic się nie stało. Ci wszyscy ludzie nigdy się nie dowiedzieli i nie dowiedzą się jak blisko był koniec naszej cywilizacji. A my bez parady, zaszczytów, wizytach u głów państw powróciliśmy do naszej bazy. Czy potrzebujemy tych zaszczytów i poklepywania po plecach? Nie! Dla nas wciąż niezakłócony spokój ludzi był wystarczającą nagrodą, a świadomość, że w obliczu końca świata możemy na siebie liczyć dodaje nam pewności, że ponownie w obliczu mitycznej apokalipsy staniemy z podniesionym czołem i ponownie uratujemy świat. Historycy nie spiszą naszych czynów, dziennikarze nie poświęcą nam czasu w swoich pracach, nawet Kuba Wojewódzki nie zaprosi nas do swojego show, mimo to wiemy, że drzewa szumią o tych którzy ocalili świat!

